Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/w-znalezc.wroclaw.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
frytek i

potem trafił w dziesiątkę.

- Czy żeby zamknąć sprawę, wystarczy, że Isabella otrzyma materiały wybuchowe? - Carlise spojrzał na nich wyczekująco.
- Jest w porcie. Nasi ludzie cały czas ją obserwują. Pewnie zaraz się z nami połączy.
- Co o niej myślisz?
powiedzie się tam, gdzie jego ludzie sobie nie poradzili?
Przynajmniej mogłaby w spokoju opracować kolejny raport.
blondyna ponownie rozciągnęły się w uśmiechu, a on energicznie przytaknął.
będę gotów wysłuchać twoich przeprosin. Teraz nie jestem w odpowiednim nastroju.
Nagle ogarnął ją znany niepokój. Szybko rozejrzała się wokół. Jest sama, a jednak... Bezszelestnie podeszła do szafki i ostrożnie wyciągnęła z szuflady broń. Z pistoletem gotowym do strzału ruszyła w stronę małego saloniku, łączącego się z sypialnią. Drzwi były lekko uchylone, ale mogła je tak zostawić któraś z pokojówek. Bella delikatnie pchnęła jedno skrzydło, po czym zwinnie wsunęła się do mrocznego wnętrza. Wszystko było na swoim miejscu. Tylko na niskim stoliku stał wazon pełen świeżych gardenii. A więc to jednak pokojówka, pomyślała z ulgą. Miała już opuścić salonik, gdy nagle usłyszała dziwny odgłos. Jakby szelest materiału trącego o materiał. Uniosła do góry dłoń z pistoletem i wysunęła się na środek.
w nagłym przypływie śmiałości, podjęła tę grę.
się, czując smak cukru i cynamonu na jego języku. Alec ujął ją za ręce i przycisnął mocno do
słyszałam, jak mój pan rozmawia z innym dżentelmenem o tajemniczej intrydze księcia
- Jej umowa z Blaquiem i przesyłka, którą dostanie, to chyba wystarczające dowody jego winy?
- Masz rację - uznała Parthenia. - Powinnam powściągnąć moje podejrzenia, dopóki
to, co zobaczyła, nie nastroiło jej najlepiej. Kobieta, która przyszła do Aleca z wizytą, okazała

ją zidentyfikował.

- Skoro jesteś zmęczona - mówił - zapraszam cię na kawę. Możemy wypić ją u mnie w biurze.
- Tak. Z całą rodziną.
- Dlaczego?

- Tylko mu się tak zdawało. W domu były różne ukryte przejścia, jeszcze z czasów

– Czy uważa pan, że za ostatnią zbrodnię ponosi winę ten sam człowiek, który
– Macie kamery? – zapytał. Rebecca skinęła głową. – Na parkingu i przy drzwiach
pierwszym dzwonku.

wysoka, żeby zważać na podobne drobiazgi.

postarzał. Ciemnoskóry i wysoki – miał ponad dwa metry wzrostu – nadal onieśmielał, ale w
Orleanie. – Mówił nieswoim głosem. Co chwila zerkał w odmęty. Na pewno wypłynie. Musi.
- Myślę, że już dawno to zaplanowała. Wie, że mama zostawiła jej niezłą sumkę, więc wynosi się. Jej samolot odlatuje jutro. Co ty na to? Nawet nie poczekała, żeby skorzystać z tańszej taryfy. - A pogrzeb... - wymamrotała Caitlyn. - Nawet nie chce być na pogrzebie? - Kto ją wie? To dziwaczka. Pokręcona, wciąż mówi o duchach. Najwyższy czas, żeby wyjechała. Żadna strata. - Ale wtedy zostaniesz sama w domu. - Tylko ja i duchy. - W głosie Hannah znów było słychać typowy dla niej sarkazm. - Jezu, trudno w to uwierzyć. - Caitlyn usłyszała trzask zapalniczki. - Mogę być u ciebie za pół godziny. - Nie. Spotkamy się w szpitalu. Troy już tam jedzie, powiedział, że zadzwoni do Amandy. Na razie! Rozłączyła się, zanim Caitlyn zdążyła powiedzieć, że zadzwoni do Kelly. Zresztą kogo by to obchodziło. Odkąd matka powiedziała, że Kelly dla nich umarła, wszyscy oprócz Caitlyn przestali się z nią widywać, a nawet wspominać ją. Dziwne. Ale przecież jej rodzina w ogóle była dziwna. Caitlyn zadzwoniła do Kelly na komórkę i zostawiła wiadomość. Chociaż Kelly pewnie tylko wzruszy ramionami. Nie zależało jej na rodzinie. Zrozum, Caitlyn, to banda cholernych hipokrytów. Mama się wściekła, że przepuściłam pieniądze z funduszu na tę łódź i nawet jej nie ubezpieczyłam. I ona, i kochane rodzeństwo obwiniają mnie za ten wypadek. Pewnie liczą na to, że odziedziczą też moją część majątku, bo matka traktuje mnie, jakbym nie żyła. Czy ona jest normalna? Czy ktokolwiek w tej rodzinie jest normalny?! No właśnie, pomyślała Caitlyn, wkładając sweter i obciągając rękawy, żeby zakryć gojące się rany na nadgarstkach. Oskar zobaczył, że sięga po kluczyki. - Nie teraz - powiedziała przepraszająco. - Ale kiedy wrócę, pójdziemy pobiegać. Zgoda? - Pies zaskamlał i skoczył na drzwi. Wypuściła go, pognał prosto pod drzewo magnolii, gdzie na pniu wylegiwała się w słońcu jaszczurka. Przerażone zwierzątko schroniło się w gałęziach drzewa, a Caitlyn poszła do garażu. Znów spotkanie z rodziną. Kelly pewnie pomyśli, że i ona jest hipokrytką, tak jak cała reszta. Kelly powinna być zadowolona - myślała Caitlyn, wyjeżdżając z garażu - Montgomerych szybko ubywało. Hannah i Amanda miały rację - członkowie rodziny jeden za drugim padali jak muchy. Ciekawe tylko, kto trzyma packę. Bóg? Czy ktoś bliski i dobrze znany? Ktoś, kto pragnie ich śmierci. Reed odwiesił słuchawkę, chciało mu się palić. Pozbył się nałogu już dawno temu, ale wciąż zdarzały się takie chwile, kiedy tęsknił za nikotyną. Pracował bez wytchnienia, wypruwał flaki, żeby rozwikłać sprawę Bandeaux. Do diabła, gdy nie wyznaczono człowieka do śledzenia Caitlyn Montgomery, sam się tym zajął. A oprócz tego wykonywał swoje normalne obowiązki. To jakaś obsesja, powinien więcej spotykać się z ludźmi, używać życia...